Hirek Wrona

Hirek Wrona

Urodziłem się ponad 60 lat temu. Miałem szczęście, że w moim rodzinnym Mielcu mogłem spotkać – jako dziecko – Panią Surdej, która uczyła mnie grać na skrzypcach i Pana Steczkowskiego w którego chórze śpiewałem przez kilka lat. To oni ukształtowali moją muzyczną wrażliwość. To oni pokazali mi twórczość Bacha, Mozarta i Vivaldiego. To dzięki nim zacząłem słuchać Niemena, Namysłowskiego, Komedę, Armstronga, Davisa czy Coltrane’a.

Kiedy wyjechałem z Mielca nie przypuszczałem, że kiedykolwiek los skieruje mnie do mojej ukochanej stacji radiowej: Programu III Polskiego Radia. Zadebiutowałem w niej, stając się jednym z autorów cyklu „Trochę swingu”. Nagrania Quintette du Hot Club de France były pierwszymi, które wówczas zaprezentowałem. I to właśnie idea jazzu z Hot Clubu jest mi do dziś najbliższa: osadzona w bluesie, pełna swingujących dźwięków. Jednak mój wiek i fascynacje muzyczne z czasem pokazały, że musi być również okraszona późniejszymi osiągnięciami bebopu i cool. Czas jednak pokazał, że muzyka to również soul i funk. Punk i rap. I to te gatunki wyznaczyły moją dalszą karierę zawodową.

W Teleexpressie prezentowałem informacje o muzyce, w Trójce mogłem propagować klasykę w audycji „Soul muzyka duszy” i funk w „Czarnej nocy”. W „Polskim bicie” prezentowałem nowe brzmienia z naszej sceny. Nie stroniłem również w Trójce od rocka i alternatywy w innych moich programach. Osobną formą mojej działalności były sety DJ-skie, a później DVJ-skie. Liczba artystów, których mogłem spotkać i porozmawiać z nimi jest bardzo długa. Jednak nieistotne są miejsca w których pracowałem, koncerty, które zrobiłem czy płyty, które wydałem.

Ważne jest to, że mogłem i mogę robić to co kocham: propagować dobrą muzykę. Wojciech Karolak powiedział kiedyś w rozmowie ze mną, że „granie muzyki nie może być karą lecz musi być przyjemnością”. Zajmowanie się nią powinno mieć status podobny. Dla mnie to zawsze zaszczyt, wspaniała przygoda i olbrzymia odpowiedzialność.

Skip to content